Chto my je? Jakaja nasza mowa?

Jerzy HAWRYLUK

Chto my je? Jakaja nasza mowa? Takie pytania w naszych bielsko-hajnowsko-siemiatyckich stronach wciąż są na porządku dziennym. Nadal bowiem nie brakuje ludzi, którzy nie znają na to pytanie pewnej odpowiedzi i są jednocześnie kręgi zainteresowane utrzymywaniem, a nawet pogłębianiem tego stanu dezorientacji.

Nawet jeśli ktoś nie czytał księgi Genezis sam, to z całą pewnością ze słyszenia zna biblijną opowieść o wznoszeniu wieży Babel i „pomieszaniu języka” jej budowniczych. Tą metaforyczną opowieścią starano się objaśnić przyczynę językowej różnorodności rodzaju ludzkiego, z którą w organiczny sposób łączyła się też różnorodność narodowa – nie bez przyczyny w dziełach dawnej literatury ruskiej, jak też w tłumaczeniach tekstów religijnych na język cerkiewno-słowiański słowo jazyk oznacza nie tylko język, mowę, ale też lud, naród. Wprawdzie od schematu „język -> naród -> państwo” są niekiedy odstępstwa, ale nie można zaprzeczyć, że najlepiej czujemy się wśród ludzi używających tego samego co i my języka, będących tej samej wiary, pochodzących ze znanych nam osobiście okolic. To poczucie wspólnoty bliskie jest też sercom prawosławnych Podlaszan urodzonych i wychowanych pomiędzy Bugiem i Narwią, mówiących językiem, o którym ludowy poeta spod Bielska Wasyl Białokozowicz (Wasil Biełokozowicz) pisał:

…nasza mowa staraja i dawnia
Jak dawno je Kijuwśka Ruś
Jak dawni Bielśk, Dorohiczyn i Melnik
W żytiu sztodennum prawna
Na juoj howoryli wikami
Naszy bat’ki i didy
Nasza mowa zrosłasia wże z nami!

Już historyk i ludoznawca Józef Jaroszewicz, któremu można chyba przyznać pierwszeństwo w opisaniu plemienia ruskiego zamieszkującego niegdysiejszy powiat bielski, w artykule opublikowanym w 1848 r. stwierdzał, że jego mowa niewiele różni się od mowy mieszkańców Wołynia. Dalsze badania prowadzone przez kilka pokoleń językoznawców całkowicie potwierdziły ukraiński charakter wschodniosłowiańskich gwar okolic Bielska, Hajnówki i Siemiatycz. Ale pomimo swej wyraźnej odrębności w stosunku do obszarów polsko- i białoruskojęzycznych, terytorium to jest wewnętrznie dość zróżnicowane. Już w latach 70. XIX w. językoznawca Konstanty Michalczuk, opisując ukraińskie gwary Podlasia (także w jego połudnowej zabużańskiej części) stwierdzał: Na przestrzeni całego terytorium narodu ukraińskiego nie spotykamy teraz ani jednego zakątka, w którym panowałoby takie babilońskie pomieszanie wszystkich narzeczy i gwar tego narodu, które istnieje w tej okolicy; bez przesady można powiedzieć, iż tam prawie każda wieś zadziwia obserwatora jakimiś niespodziewanymi osobliwościami języka.

Największą osobliwością części ukraińskich gwar podlaskich, stykających się z obszarami polsko- i białoruskojezycznymi, jest archaiczna („przestarzała”) miękka lub na wpół miękka (pośrednia pomiędzy „i” oraz „y”) wymowa spółgłosek przed dawnym „i” – choditi, robiti, pisati, wisznia, miska, zimno, kłonicia, połączona z zachowaniem zaimka szto i formy czasownika byti (byw, byli). Stawia je w swego rodzaju „opozycji” do „zupełnie twardych” gwar występujących na obszarach stykających się z polsko-białoruską granicą państwową – zwłaszcza w okolicach Kleszczel, Czeremchy, Milejczyc, gdzie spółgłoski przed „i” uległy stwardnieniu (dyspalatalizacji) i występuje konsekwentna wymowa typu chodyty, robyty, pysaty, wysznia, myska, zymno, kłonycia, szczo, buty (buw, buli). A pomiędzy oboma „skrajnościami” mamy jeszcze cały szereg gwar pośrednich, w których niektóre spółgłoski wymawia się miękko, inne zaś twardo – np. w poemacie Wineć, napisanym przez Irenę Borowik gwarą rodzinnej wsi Morze (More, gm. Czyże) czytamy: spiwajut, zabirajut, szumit, winowaty, wybiraty, dywit’sia, tycheńko, kosyt, kuplaty, posadysz, prywozyty, honyty, nychto (zachowane jest szto oraz byw).

Należy przy tym zauważyć, iż najbardziej archaiczna wymowa typu choditi/robiti występuje nie tylko na północ od Bugu, ale też w okolicach Konstantynowa i Białej Podlaskiej, a także na Chełmszczyźnie, Zamojszczyźnie, a nawet w niektórych graniczących z obszarem polskojęzycznym gwarach nadsańskich (okolica Jarosławia i Przemyśla) i łemkowskich (okolice Krynicy). Oczywiście we wszystkich gwarach podlaskich od Rybołów po Czeremchę mamy takie cechy odróżniające język ukraiński od białoruskiego i rosyjskiego, jak twarda wymowa spółgłosek przed „e” (ne-bo, seło, werba, mene, teper, deń, berezina itd.), zachowanie wymowy „o” w sylabach nie akcentowanych (hołowa, mołoko, wołos, noha), wymowa dawnego „jat'” (h) w sylabach nie akcentowanych jako „i” (mitła, widro, stina, miszok, pisok, hnizdo, bida, złodij, winok, na porozi, na wozi, na dorozi), zachowanie miękkiej wymowy „c” (chłopeć, mołodeć, paleć, policia, hurczycia) czy końcówka „-owi” w celowniku rzeczowników rodzaju męskiego (bratowi, bat’kowi, synowi, worohowi). Nie występują tutaj natomiast cechy swoiste dla języka białoruskiego – tzw. dziekanie, ciekanie i akanie (ciapier, siało, wiarba, mianie, dzień, haława, małako, wołas, naha, chadzici, rabici), wymowa dawnego „jat'” jako „je” lub „ja” (miatła, wiadro, ściana, miaszok, piasok, hniazdo, złodziej, na parozie, na darozie) czy twarda wymowa dawnego miękkiego „c” (chłopiec, maładziec, palec, palica, harczyca).

Oprócz tego w większości gwar północnopodlaskich zachowały się różnego rodzaju archaizmy. Najbardziej zauważalne to miękka wymowa „l” oraz dyftongi (dwugłoski) „ie” i „uo” w miejscu, gdzie w większości współczesnych gwar ukraińskich mamy już konsekwentne występowanie „i”. Są one bowiem pozostałościami dawnego „jat'” (h) oraz przejścia w „i” dawnego „o” (î) i „je” (ĺ, g) w sylabach zamkniętych (tzn. pomiędzy dwoma spółgłoskami). Dyftongi zachowują się jednak wyłącznie w sylabach akcentowanych (chlieb, snieh, stuoł, huorki, wuojśko, nuocz, wuosim, sziest’, jaczmień), redukując się do „i” lub „u” w słowach, w których akcent pada już na inną sylabę (chlibowy kwas, na snihowi, stulnicia, hurczycia, wujśkowy sztab, nuczlieh, wusimnadcet’). W części gwar mamy niezależną od akcentu konsekwentną redukcję „uo” do „u” (stuł, wujśko, nucz), zaś w gwarach okolic Czeremchy występuje już „i” lub dźwięk bardzo do niego zbliżony (stił, wijśko, nicz, a nawet rowir – „rower”).

Wymienione wyżej dyftongi „ie” „uo” oraz monoftong „u” nie są jakimś typowo podlaskim „wynalazkiem”, przez to stadium przechodziły bowiem także gwary kijowsko-połtawskie, które stały się podstawą współczesnego ukraińskiego języka literackiego. W połtawskich aktach urzędowych z XVII w. możemy znaleźć całą masę przykładów wymowy zbieżnej z obecną wymową na Podlasiu, np.: w nucz, wywjuz, zawjuz, tuju żunku, monastyra Zmijuwśkoho, na Howtwi Peredniuj, swoju, 8 uluw, rozbujnyk, wujśko, pud, daw pokuj, potum, tulko, Sydur, Chwedur, Semen Dmytruw, Jurkuw ziat’, Petruw czeladnyk, bratuw syn, dwoch remesnykuw, w Danyłowuj siczy, po smerti nebożczykowuj, w połkowuj kancelariji, w joho domu własnum, na Iwanowum Szewczenkowum polu.

Podobne przykłady można znaleźć w staroukraińskich utworach literackich, np. potum, tuj naszuj, swieta, miety (XVII w.). Sama Kijowszczna jest zresztą znacznie zróżnicowana i w jej części północnej jeszcze obecnie można znaleźć dyftongi, chociażby w okolicy miasteczka Dymer, 50 km od Kijowa (np. śmietie, wesiele, nasienie, jaczmień, dwuor, hruom, ruodnyj).

To podlaskie „bogactwo pogranicza”, tak fascynujące językoznawców mogących tu badać „żywe skamieniałości” reprezentujące różne fazy rozwoju języka ukraińskiego, wprowadza spory zamęt w głowach samych Podlaszan, zwiększany jeszcze upowszechnianym przez dziesięciolecia twierdzeniem o ich „białoruskiej przynależności narodowej”. Jest to szczególnie uciążliwe dla osób posługujących się gwarami najbardziej archaicznymi – „miękkimi”, dla których nieraz trudno uznać fakt, iż ich mowa jest ukraińska, mimo że doskonale dostrzegają jej zdecydowaną odmienność od języka białoruskiego. Oto fragment rozmowy odbytej przeze mnie przed kilku laty w Kuraszewie (gm. Czyże):

– Teper każut, szto my wże biłorusy, ale sztoż my za biłorusy… – mówiła Nina Grygoruk (właściwie Hryhoruk – kwestia nazwisk to temat do odrębnego artykułu), „dusza” miejscowego zespołu folklorystycznego. – Nu, od ukrajinciuw my odyjszli, do biłorusuw ne dojszli, my takije ne wied’ jakije… Narowka, tyje wsie seła pud liesom, to tam chocz hoże „haworać” po-biłoruśki. A my sołopajemo, szelekajemo Boh wiedaje jak. Nu, Wuorla czy tyje seła, to wże tam fajno howorat po-ukrajinśki – „buwkajut”, „szczokajut”, a w nas tut ne wied’ jak.

– To welmi istoryczna mowa!

– Nu, istoryczna. Ale szto tam istoryczna, koli dieti wstydajut’sia jeju howoryti, bo jich prosmichajut?

– Bo dieti sami ne znajut chto wony i czom tak je.

– To pora kob teper wże znali, bo studyja kunczajut i treba jim znati. Ale z tych storuon, zo studentuw, to z tysiaczy odin znaje skuol siaja mowa pochodit.

Może w wyżej powiedzianym było trochę przesady, ale faktem jest, że podlaskie gwary z wymową typu choditi/robiti od dawna sprawiały kłopoty dla osób nie będących profesjonalnymi filologami. Będący rówieśnikiem J. Jaroszewicza autor opublikowanego w 1854 r. artykułu Podlasie Ruskie, podlaski ziemianin podpisujący się Podlasiak (A. P….łowicz z okolic m. Narwi), tak charakteryzował mowę wschodniosłowiańskich mieszkańców przedrozbiorowego woj. podlaskiego: Od północy mówią dialektem rusko-litewskim, zbliżonym do białoruskiego, który tu po prostu zwą litewskim, i każdy nim mówiący, u chłopa Podlasia środkowego i południowego jest Litwinem; od południa rusko-wołyńskim, a w środku, koło Narwi i Bielska, dialektem, który nazwać by można rusko-polskim, ponieważ w nim oprócz akcentu polskiego, polskie „l” panuje tam, gdzie Wołyńcy, Podolacy i Ukraińcy „ł” kładą, np. zamiast: „Hromada wełyki czołowik – hromada weliki czołowiek”; zamiast: „buły u misti – byli u miesti”; zamiast: „chodyły na dołynu – chodili na dolinu” itd.

Podlasiak swoje rozważania nad językiem ludności dawnego woj. podlaskiego kończył stwierdzeniem, że zaludnienie jego północnej części nastąpiło z Białorusi, a południowej od Wołynia. „Poddawał” się jednak, przy próbie ustalenia pochodzenia ludności okolic Bielska i Narwi: Skąd by pochodzili Rusini środkowej części, przypierającej do Puszczy Białowieskiej, powiedzieć nie umiem, bowiem nie znam żadnej ruskiej prowincji, gdzie by tym dialektem mówiono. Zaś ks. Andrzej Kostycewicz, proboszcz parafii w Pasynkach, charakteryzując swoich parafian w Cerkowno-prichodskoj letopisi (1880 r.), wybrnął z „kłopotu” stwierdzeniem: Z pochodzenia i języka wszyscy oni stanowią mieszaninę Małorusinów z Białorusinami.

Jednak ogół ludoznawców i filologów, którzy w drugiej połowie XIX w. zaczęli coraz bardziej interesować się kulturą ludową i językiem „Rosji Zachodniej” takich problemów nie miał. W 1858 r. w „Etnograficzeskom sbornikie”, wydawanym przez Rosyjskie Imperatorskie Towarzystwo Geograficzne pojawił się artykuł o zachodniej części gub. grodzieńskiej, do której należał pow. bielski. Stwierdzono w nim, iż w okolicy miast Narew i Bielsk występują gwary ukraińskie, różniące się od białoruskich m.in. brakiem dziekania. Z tej przyczyny ludność posługująca się tymi gwarami swych białoruskojęzycznych sąsiadów nazywała „dziekałami”, ci zaś obdarzali ich mianem „dekałów”. Gwary ukraińskie zwano też „królewskimi” (koroluowśkimi), ponieważ obszar pow. bielskiego aż do trzeciego rozbioru Rzeczypospolitej należał do „Królestwa” (Korony Polskiej), zaś okolice Zabłudowa, gdzie mówiono już „dziekającymi” gwarami białoruskimi, należały do pow. grodzieńskiego, leżącego w „Litwie” (Wielkim Księstwie Litewskim).

Kolejną publikacją tego rodzaju był Sbornik pamjatnikow narodnogo tworczestwa w Siewiero-Zapadnom kraje (Wilno 1866). We wstępie powtórzono informację o występowaniu gwar ukraińskich w okolicach Bielska i Narwi, zaś autor przedmowy do pieśni ludowych stwierdził, iż na terenie tzw. Kraju Północno-Zachodniego mieszka 200 tys. Ukraińców – w południowych częściach gub. grodzieńskiej i mińskiej. Wśród folkloru umieszczonego w zbiorze znalazły się także pieśni ze wsi Czyże, zapisane przez ówczesnego studenta Petersburskiej Akademii Duchownej Iwana Kotowicza (pochodził spod Brześcia), który w następujący sposób scharakteryzował ich język: Te z pieśni, które zostały zapisane w pow. kobryńskim i brzeskim są w języku ukraińskim, w pieśniach powiatu bielskiego przeważa język ukraiński … pieśni pow. grodzieńskiego są czysto białoruskie.

W latach 60. XIX w. obszarem Podlasza zaczęli interesować się także ukraińscy badacze języka i folkloru. W 1870 r. opublikowana została praca ukraińskiego językoznawcy Aleksandra Potebni Zamietki o małorusskom narieczii*. Autor podał kolejne przykłady zapisów folklorystycznych ze wsi Czyże, charakteryzując gwarę tej miejscowości, jak też podając ogólną charakterystykę ukraińskich gwar pow. bielskiego. W latach 1872-1877 wydanych zostało siedem tomów zbioru zapisów ludoznawczych z ukraińskiego obszaru etnicznego pt. Trudy Etnograficzno-statisticzeskoj ekspiedicii w Zapadno-Russkij kraj. Jugo-zapadnyj odtieł.

Kierownikiem ekspedycji oraz redaktorem wydania był Pawło Czubiński (1839-1884), etnograf i statystyk, a jednocześnie aktywny działacz narodowy (m.in. autor słów hymnu ukraińskiego: Szcze ne wmerła Ukrajina, ni sława, ni wola, szcze nam brattia Ukrajinci usmichnet’sia dola…). Charakteryzując ludność ukraińską południowej części Podlasia (ówczesna gub. siedlecka) badacz stwierdzał, iż uległa ona silnemu wpływowi polskiemu, zachowała jednak swój język i zwyczaje. O pow. bielskim stwierdzono, iż ludność ukraińska na tym terenie jest przeważnie chłopska, zaś wśród mieszczan należą do niej tylko osoby wyznania prawosławnego.

W siódmym tomie Trudow…, zamieszczona została cytowana już praca językoznawcy Konstantego Michalczuka pt. Nareczija, podnareczija i gowory Jużnoj Rossii w swjazi s nareczijami Galiczyny. Analizując materiały zebrane na terenie Podlasia po obu stronach Bugu, Michalczuk wyodrębnił miejscowe gwary w odrębne podnarzecze podlaskie, należące do narzecza poleskiego języka ukraińskiego. W podnarzeczu podlaskim Michalczuk wydzielił najbardziej archaiczne gwary ciągnące się wzdłuż granicy językowej z gwarami polskimi i białoruskimi, które określił jako gwary królewskie. W 1876 r. w Kijowie wyszła drukiem praca Pawła Żyteckiego Oczerk zwukowoj istorii małorusskogo nareczija. Autor monografii wiele miejsca poświęcił ukraińskim gwarom Podlasia, zwracając uwagę na ich archaiczność, którą wyjaśniał skomplikowanymi dziejami regionu. Na prace Żyteckiego powoływał się, a jednocześnie potwierdzał słuszność wniosków uczonego, bielszczanin z pochodzenia Józef Tokarzewicz (1841-1919), który w jednym z artykułów publicystycznych (1908 r.) podkreślał: Jeden z rozumniejszych pisarzy ukraińskich, Żytecki, w rozprawie zamieszczonej przed kilku laty w „Kijewskoj Starinie” dowodził, – a moim zdaniem to i dowiódł, że narzeczem rusińskim najczystszym, najmniej obarczonym złowrogimi naleciałościami postronnymi, – narzeczem zasłoniętym niegdyś od niszczycielskiego wpływu tatarszczyzny, jest narzecze używane przez lud wiejski moich tu okolic – na pograniczu dwóch dawnych województw: podlaskiego i brzesko-litewskiego, – to jest, mniej więcej w pobliżu Wysokiego Litewskiego, Kleszczel, Orli, Bociek, Drohiczyna, Siemiatycz i Mielnika. […] W owym zakątku, wolnym od nacisku kolonizacji zachodniej (mazowieckiej), szerzącej się w kierunku więcej północnym (około dzisiejszego Ciechanowca, Brańska, Białegostoku, Goniądza), a zabezpieczonym od wschodu nieprzebytym leśnym gąszczem Puszczy Białowieskiej, – przechował się w pierwotnej czystości najdawniejszy z żyjących dialektów języka ukraińskiego.

Prace wyżej wymienionych, jak też innych ukraińskich, rosyjskich i polskich badaczy gwar Podlasia, pozwoliły już w drugiej połowie XIX w. w określić granicę ukraińskiego obszaru językowego na terenie Podlasia oraz sąsiadujących z nim obszarach Chełmszczyzny i Polesia brzesko-pińskiego. Przebieg białorusko-ukraińskiej granicy językowej potwierdzony został także przez białoruskiego językoznawcę i działacza narodowego Jefima Karskiego (1861-1931), który w dziele Biełorusy (Wilno 1904) zamieścił mapę białoruskiego obszaru językowego (uściślona jej wersja została opracowana w 1917 r.).

Badania granic językowych prowadzone były także przez Moskiewską Komisję Dialektologiczną, która wyniki swych prac zamieściła w dwóch publikacjach: Dialektołogiczeskaja karta russkogo jazyka w Jewropie (Pietrograd 1914) i Opyt dialektołogiczeskoj karty russkogo jazyka w Jewropie (Moskwa 1915). Podobnie jak K. Michalczuk, dzieląc narzecze północnoukraińskie wydzielili oni gwary znad Buga i Narwi w oddzielną grupę podlaską.

Uchwycony przez językoznawców obraz mapy językowej regionu był następstwem wielowiekowych procesów osadniczych, które rozpoczęły się około połowy V w. n.e. przybyciem nad środkowy Bug ludności ruskiej z ziem zachodnioukraińskich, głównie z Wołynia. Ówczesna kolonizacja ruska w dolinie Bugu sięgnęła do jego dopływów – rzek Nurzec i Liwiec, a także brzegów Narwi.

Umocnieniu się osadnictwa ruskiego sprzyjało włączenie tego terenu w skład Rusi Kijowskiej, co nastąpiło w drugiej połowie X w. Ostateczne ukształtowanie się ogólnej mapy stosunków etnicznych dokonało się jednak kilka wieków później, w okresie przynależności Podlasia do Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony Polskiej (od 1569 r.). Na przełomie XIV i XV w. rozpoczął się tu proces ponownego zasiedlania terenów wyludnionych podczas niedawnych wojen polsko-litewskich i krzyżackich najazdów oraz obszarów leśnych. Z większym lub mniejszym nasileniem trwał on aż do schyłku XVIII w., doprowadzając do ukształtowania się na obszarze tzw. Białostocczyzny trzech obszarów etnicznych – polskiego, ukraińskiego (ruskiego) i białoruskiego. Jak stwierdza Jerzy Wiśniewski, badacz procesów osadniczych na obszarze niedawnego woj. białostockiego: Cały zachód, stanowiący niegdyś część Mazowsza, zasiedliła ludność polska, przeważnie drobnoszlachecka. Część południowo-wschodnią zasiedliła we wsiach chłopskich i miastach ludność ruska nadbużańska, pochodzenia północnoukraińskiego. Część północno-wschodnią objęła w swe posiadanie białoruska ludność znad Niemna i znad Rosi z dużą domieszką litewską i, zapewne, także z potomkami uchodźców jaćwieskich. […]

Podział ten i stosunki etniczne ukształtowały z 4 kierunków 4 narody: polski, od zachodu wzdłuż Bugu, Narwi i Biebrzy, ukraiński od Bugu i Polesia, białoruski od Niemna, białoruski od Wołkowyska oraz litewsko-jaćwieski przychodzący od Niemna i przenikający z dala. Dominacja tych kierunków uzależniona była od zmian politycznych i ekspansywności grup etnicznych. W ciągu XVI i XVII w. na całym obszarze nasilały się wpływy polskie, osadniczo silniejsze na zachodzie, w miastach i w niektórych wsiach, a pod względem kulturalnym i polonizacyjnym mocniejsze tam, gdzie silniejsze były wpływy katolickie i więcej było wsi drobnej szlachty litewskiej i ruskiej, szybko się wynaradawiającej. Dlatego też uległy wcześniej polonizacji obszary bardziej mieszane, pograniczne (dawna ziemia goniądzka, tereny nad Brzozówką, okolice Tykocina, Choroszczy, wsie koło Brańska), a następnie ziemie północne, na których liczniejsi byli katolicy i potomkowie Litwinów i Jaćwingów. Najmniej podatne były tereny zajęte przez ludność ruską nadbużańską.

Spośród widocznych obecnie granic etnicznych na północ od Bugu najwcześniej ukształtowała się granica pomiędzy ludnością ukraińską (ruską nadbużańską) i polską, czemu sprzyjał brak przeszkód naturalnych. Granica ta przebiega na wschód od dawnej granicy pomiędzy Rusią a Mazowszem, co jest wynikiem akcji kolonizacyjnej prowadzonej przez księcia mazowieckiego Janusza I, władającego na przełomie XIV i XV w. ziemią drohiczyńską. Dlatego też już w XV w. ukształtowała się granica najdalszego zasięgu osadnictwa mazowieckiego, sięgającego po orientacyjną linię Drohiczyn – Boćki – Samułki nad Narwią (koło Strabli).

Obszar na wschód od tej linii zasiedlony był przez ludność ukrańską (ruską), która przetrwała okres wojennych zniszczeń. Zasiedlała ona także tereny na zachód od tej linii, głównie okolice Brańska, a nawet okolice mazowieckiego Wysokiego. Kolonizacja ukraińska w XV-XVI w. sięgnęła również daleko na północ od dawnych granic Rusi brzesko-drohiczyńskiej. Wiązało się to z podporządkowaniem starostwu bielskiemu rozległych obszarów na północ od rz. Narwi, położonych przy granicy ziemi grodzieńskiej (po 1513-20 r. była to granica woj. podlaskiego i trockiego). Jednakże ludność ukraińska, która osiedlona została na północ od Suraża – w okolicach Choroszczy, Tykocina i Knyszyna, aż pod Goniądz – z czasem zasymilowała się z liczniej napływającą ludnością polską lub białoruską.

O wiele później kształtować się zaczęła granica pomiędzy osadnictwem ukraińskim i białoruskim, przebiegająca teraz na północ od rz. Narwi i na zachód od rz. Narewki. Wynikało to z faktu, że jeszcze w XV w. oba obszary etniczne nie stykały się ze sobą. Oddzielał je szeroki pas puszczański, który ciągnął się od Kamieńca w kierunku północnym wzdłuż późniejszej granicy woj. podlaskiego (Puszcza Kamieniecka, później nazwana Białowieską, a także Bielska, Wołpiańska, Grodzieńska i Goniądzka). Dopiero przekroczenie tej puszczańskiej bariery przez ludność białoruską dało początek kształtowaniu się granic etnicznych – białorusko-ukraińskiej i białorusko-polskiej.

Zasiedlanie obszarów puszczańskich przez ludność białoruską odbywało się dwiema drogami – przez stopniowy wyrąb kompleksów leśnych wzdłuż ich wschodniej granicy, która wskutek tego przesuwała się coraz bardziej na południowy zachód, a także poprzez osadnictwo na zachodnich skrajach obszarów leśnych, a więc wzdłuż granicy pomiędzy ziemią bielską i grodzieńską. Właśnie w ten drugi sposób na początku XVI w. powstały dobra Białystok i Dojlidy, zasiedlone przez ludność białoruską z okolic Lidy, dobra zabłudowskie, zasiedlone przez ludność białoruską z okolic Brzostowicy Wielkiej, jak również dobra Gródek, będące początkowo wyspą w środku puszczy. Zasiedlane przez ludność białoruską dobra zabłudowskie sąsiadowały już bezpośrednio z obszarem zwartego osadnictwa ukraińskiego, które przekroczyło Narew i sięgnęło granicy pomiędzy woj. podlaskim i trockim. Tak więc granica administracyjna stała się tu jednocześnie granicą etniczną.

Na wschód od dóbr zabłudowskich znajdowało się należące do woj. nowogródzkiego starostwo jałowskie, również kolonizowane przez ludność białoruską. Rozwijające się tu drobne osadnictwo puszczańskie przy ujściu rz. Łupianki do Narwi doprowadziło już w początku XVII w. do zetknięcia się nurtu osadniczego spod Wołkowyska z ukraińskim osadnictwem bielskim koło Narwi. W pierwszej połowie XVII w. nastąpił także rozwój osadnictwa białoruskiego (ludność znad Świsłoczy) pomiędzy Narwią a Narewką, gdzie powstały wsie Narewka (późniejsze Grodzisko), Lewkowo, Łuka, Siemionówka i Mikłaszewo. W ten sposób ludność białoruska przekroczyła górną Narew i dotarła do brzegów Narewki, nad którą zetknęła się z ludnością ukraińską. Tak pokrótce przedstawia się opracowany przez J. Wiśniewskiego schemat zasiedlania ziem nad Bugiem i Narwią.

Zarysowane w XV-XVII w. granice obszaru zamieszkanego przez ludność etnicznie ukraińską uległy w następnych wiekach tylko niewielkim zmianom. Zmiany te polegały przede wszystkim na polonizacji najbardziej wysuniętych na zachód wysepek ludności ukraińskiej wśród otoczenia polskiego, które sięgały dość daleko za Brańsk i Drohiczyn. Jednak straty terytorialne i demograficzne na zachodzie rekompensowały postępy osadnictwa na terenie Puszczy Bielskiej, prawie całkowicie wytrzebionej i na skraju Puszczy Białowieskiej, gdzie w XVIII w. powstała m.in. wieś Hajnowszczyzna, która dała początek obecnej Hajnówce.

Dokonane już po II wojnie światowej, dokładne zbadanie gwar ukraińskich na północnym brzegu Bugu jest głównie zasługą Władysława Kuraszkiewicza, autora kilkunastu fundamentalnych publikacji na ten temat oraz zespołu, który przygotował i opracował materiał do wydanego przez Polską Akademię Nauk wielotomowego Atlasu gwar wschodniosłowiańskich Białostocczyzny ( materiały zbierano w terenie w latach 1956-1975, zaś pierwszy tom ukazał się w 1980 r.). Zbadano wówczas dokładnie gwary ukraińskie w następujących miejscowościach (cyfry w nawiasach oznaczają położenie miejscowości na mapie): Ryboły (69), Trześcianka (70), Jacewicze (76), Samułki Małe (76a), Chraboły (77), Kleniki (78), Malesze (82), Stryki (83), Proniewicze (84), Czyże (85), Dubiny (86), Piliki (87), Hołody (88), Orla (90), Mochnate (91), Dubicze Osoczne (91a), Orzeszkowo (93), Malinniki (94), Dubno (95), Grabowiec (96), Andryjanki (97), Czarna Wielka (97a), Suchowolce (98), Śnieżki (99), Policzna (100), Pokaniewo (101), Czeremcha (102), Cecele (103), Baciki Średnie (104), Żerczyce (105), Tymianka (106), Ogrodniki (107), Moszczona Królewska (108), Mętna (109), Tokary (110), Niemirów (111). Mająca przewagę cech ukraińskich – patrz mapa – gwara Makówki (73) i Łosinki (79), określona została jako przejściowa białorusko-ukraińska.

Również w latach 80. zaczęły ukazywać się w Kijowie kolejne tomy Atłasu ukrajinśkoji mowy, którego tom 2 zawiera materiał zarówno z zabużańskiego, jak i „białostockiego” Podlasia, które reprezentuje „twarda” gwara mieszkańców Dobrywody (gm. Kleszczele) oraz „miękka” gwara Żerczyc. Zapisów w tych wsiach dokonał lubelski językoznawca Michał Łesiów. Pod jego kierunkiem powstał też cały szereg prac magisterskich poświęconych gwarom północnopodlaskim, napisanych przez studentów Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz białostockiej filii Uniwersytetu Warszawskiego. Poza nielicznymi wyjątkami, większość magistrantów pochodziła z tego terenu i pisała o gwarze swoich rodzinnych miejscowości lub ich najbliższej okolicy. Zasługą prof. M. Łesiowa jest również opracowanie pierwszej pełnej monografii gwar ukraińskich na terenie współczesnej Polski, która w latach 80. drukowana była na łamach tygodnika „Nasze Słowo”, a w 1997 r. ujrzała świat w wydaniu książkowym (rozdział poświęcony gwarom podlaskim jest najobszerniejszy, liczy około 130 stron).

W pierwszym tomie Atlasu gwar wchodniosłowiańskich Białostocczyzny zamieszczone zostały krótkie charakterystyki badanych miejscowości, w których zarejestrowano m.in. następujące kuriozum, będące następstwem polityki narodowościowej władz państwowych: We wsi jest szkoła z nauką języka białoruskiego. …

Podstawowym środkiem porozumiewania się mieszkańców między sobą jest gwara ukraińska (ewentualnie gwara o cechach ukraińskich). Taka sytuacja w momencie zbierania materiałów do Atlasu… istniała m.in. w takich miejscowościach jak Ryboły, Trześcianka, Jacewicze, Chraboły, Kleniki, Malesze, Proniewicze, Czyże, Dubiny, Piliki, Hołody, Orla, Mochnate, Dubicze Osoczne, Orzeszkowo, Malinniki, Grabowiec (gm. Dubicze Cerkiewne), Śnieżki, Czeremcha, Tymianka.

Identyczna sytuacja była w kilkudziesięciu innych szkołach na terenie pow. bielskiego, hajnowskiego i siemiatyckiego, w których ukraińskojęzyczne dzieci uczono „ojczystego” języka białoruskiego. Uczniem takiej szkoły był m.in. pochodzący ze wsi Reduty (właściwie Ruduty) czołowy tancerz białoruskiego zespołu „Lawonicha” Jan Krupa, wywiad z którym zamieszczono w „Przeglądzie Prawosławnym” z sierpnia 2001 r.: W dzieciństwie nie znałem języka białoruskiego – wspomina. – U nas w Rudutach mówiono typowo po ukraińsku. Babcia, mama, ciocia śpiewały ukraińskie piosenki. Języka białoruskiego zacząłem się uczyć w 1948 roku w szkole w Rudutach, potem w Orli. Języka białoruskiego uczono również w bielskim liceum pedagogicznym, do którego J. Krupa trafił w 1952 r.: …języka białoruskiego uczył nas pan Teodor Skok. Był bardzo pobłażliwy. Ale cóż miał robić. Uczniowie spod Siemiatycz znali tylko język polski. Tacy jak ja mówili po ukraińsku. Tylko koledzy spod Michałowa, Gródka, Bobrownik, Krynek dobrze znali język białoruski. To był ich język domowy. Prawdę mówiąc – opowiada dalej Janka – język białoruski literacki poznałem dobrze pracując w Białoruskim Towarzystwie-Społeczno-Kulturalnym.

Władze wspomnianego BTSK, któremu jako obszar działania przypisano całą południowo-wschodnią „prawosławną” część woj. białostockiego, robiły oczywiście wrażenie, że wszędzie tu mówią i śpiewają po białorusku (co najwyżej z ukraińskimi „naleciałościami” czy „wpływami”), ale jednocześnie nie były rzadkością fakty dyskryminacji wykonawców-amatorów podczas konkursów pieśni białoruskiej. Tak to opisuje w swoich wspomnieniach J. Krupa, w którego twórczej biografii znalazł się też epizod organizowania tego rodzaju konkursów i przygotowywania do nich wykonawców: Wędrowałem od wsi do wsi, zakładałem zespoły folklorystyczne, udzielałem im porad instruktorskich, ustawiałem głosy śpiewaków. W jednej wsi mówiono do mnie Janka, w innej Wania, a jeszcze innej Iwan. Mnie to nie przeszkadzało. Nigdy w żadnej wsi nie nakazywałem zespołowi: Śpiewajcie po białorusku. Zawsze prosiłem: Śpiewajcie po swojomu. Bywało tak, że wykonawca nie otrzymywał nagrody za te piękne wykonanie, bo śpiewał „po swojomu”, a nie po białorusku. Od tamtych czasów minęło więcej niż ćwierćwiecze, ale delikatnie mówiąc „specyficzna” logika działaczy BTSK, nakazująca przekonywanie „prostego ludu” spod Bielska czy Hajnówki o rzekomej białoruskości ich ludowej kultury i jednoczesne karanie „białoruskich wykonawców” za wierność tej kulturze, nie zmieniła się. Taki sam bowiem obraz maluje się z komentarza do występów na białoruskich konkursach cytowanej już Niny Grygoruk z Kuraszewa: Jak de jakijś tam konkurs to ż my nibyto jak biłorusy. Stań spiwati ukrajinśku piesniu to punkt mensz uże dostanesz i ono „nahorodu pocieszenia” – bo piesnia ne biłoruśka. I tak u nas je. Plontajet’sia narodowi i wsio.

Będący następstwem politycznych manipulacji, rzeczywiście „babiloński zamęt” w sercach i umysłach owocuje także wypaczonym pojęciem o własnym języku. Dlatego i dzisiaj nie są rzadkością wypowiedzi w rodzaju: jest to swoista mieszanina słów białoruskich, ukraińskich, rosyjskich i polskich, czy: to właściwie takie narzecze: kompilacja białoruskiego, ukraińskiego i polskiego.

Nadal zresztą, oczywisty już chyba dla każdego umysłu otwartego na argumenty fakt przynależności gwar podlaskich do ukraińskiego obszaru językowego w różnych publikacjach białoruskich, a nawet w niektórych polskich, próbuje się przemilczać lub bagatelizować, głównie przedstawiając te gwary jako „przejściowe” (zgodnie z tą logiką obszar gwar „przejściowych” można by rozciągnąć po Karpaty i Morze Czarne, a może nawet aż pod Kaukaz, bo znaczna część mieszkających od końca XVIII w. na Kubaniu potomków Kozaków zaporoskich nadal jeszcze rozmawia „po czeremszańsku”).

Na problem ten zwrócił baczną uwagę pochodzący z białoruskojęzycznego („litewskiego”) Lewkowa Nowego w gm. Narewka, a więc znający sytuację „od podszewki”, lubelski językoznawca Michał Sajewicz. W jednym z ostatnich artykułów na temat białorusko-ukraińskiej granicy językowej (1997 r.) badacz stwierdza: Z dotychczasowych opracowań dotyczących gwar wschodniosłowiańskich Białostocczyzny wynika, iż autorzy stosują niejednolite kryteria ich klasyfikacji. Mankamentem niektórych badań jest brak obiektywności, wykorzystywanie argumentów nienaukowych, ignorowanie dotychczasowego dorobku w zakresie dialektologii i historii (np. „Atlasu gwar wschodniosłowiańskich Białostocczyzny”), a także wyciąganie pochopnych wniosków.

Konsekwencją zasygnalizowanego podejścia jest diametralnie różne sytuowanie w terenie granicy między gwarami białoruskimi i ukraińskimi na obszarze Białostocczyzny. Skrajnym stanowiskiem jest zaliczanie wszystkich gwar wschodniosłowiańskich Białostocczyzny do białoruskich. Zdecydowanie częściej jednak pisze się o gwarach białoruskich i przejściowych ku ukraińskim, nie precyzując przy tym, gdzie konkretnie zaczynają się owe gwary przejściowe i w oparciu o jakie kryteria je wyodrębniono. W niektórych nowszych publikacjach widoczne są tendencje do bardziej obiektywnego rozgraniczenia gwar białoruskich i ukraińskich z zastosowaniem rzetelniejszych, przede wszystkim językowych kryteriów klasyfikacyjnych. Tu należy wymienić przede wszystkim wspomniany już wyżej „Atlas gwar wschodniosłowiańskich Białostocczyzny”.

Przedstawiony w postaci map bogaty materiał językowy jest doskonałą podstawą do obiektywnego przeprowadzenia granicy między gwarami białoruskimi i ukraińskimi na terenie województwa białostockiego. Pokrywa się ona w przybliżeniu z tą granicą, którą próbowali w przeszłości wyznaczyć tacy wybitni dialektolodzy, jak K. Michalczuk, J. Karski, W. Kuraszkiewicz i inni.

Szczegółowy szkic przebiegu tej granicy M. Sajewicz przedstawia na załączonej tu mapie, podkreślając: Wbrew stanowisku niektórych badaczy gwar wschodniosłowiańskich Białostocczyzny, białorusko-ukraińska granica językowa jest na tym terenie dość ostra, zwłaszcza na odcinku wschodnim… Gwary, które niejednokrotnie zaliczane były do gwar przejściowych lub białoruskich, są właściwie gwarami ukraińskimi, ponieważ zawierają takie cechy, które powiązane są genetycznie z obszarem kształtowania się ukraińskiego języka etnicznego. W gwarach tych brak jest natomiast istotnych, starych cech innowacyjnych wyróżniających język białoruski, które przyczyniły się do uformowania się właśnie tego języka etnicznego. Ustalonej w ten sposób przynależności językowej gwar peryferyjnych nie są w stanie podważyć… takie cechy, jak: pojedyncze archaizmy, cechy wspólne tylko niektórym gwarom białoruskim i ukraińskim, nie dające się terenowo umiejscowić cechy późniejsze, a także cechy występujące w pojedynczych formach oraz właściwości leksykalne. Oczywiście rozważania o osobliwościach gwar podlaskich, jak też mającym swe źródło w powojennej polityce osobliwym ich traktowaniu przez wielu rzekomo obiektywnych językoznawców można by kontynuować przez wiele jeszcze stron. W niczym to jednak nie zmieni ostatecznego wniosku, że mowa Podlaszan zamieszkujących okolice Bielska, Hajnówki i Siemiatycz – poczynając od Rybołów i Trześcianki na północy, a na Drohiczynie, Mielniku i Czeremsze na południu kończąc – jest mową ukraińską. Wymowne jest to, że słowa ukrajinśka mowa, Ukrajineć, Ukrajina na całym tym obszarze zabrzmią jednakowo – zgodnie z ogólnoukraińską wymową literacką. Dlatego też wezwanie – A teper, chłopci j diwczata, dawajte pohoworymo i pospiwajemo spiwuczoju ukrajinśkoju mowoju Tarasa Szewczenka! – zabrzmi identycznie tak w Kożynie, Pawłach czy Kaniukach nad Narwią, jak i w Kaniowie, gdzie na wysokim brzegu wznosi się Szewczenkowa mogiła, a pod nią Rewe ta stohne Dnipr szyrokyj…

Zaczynająca się od tych słów pieśń, będąca początkiem pierwszego znanego utworu poetyckiego Szewczenki, mająca rangę niemal ukraińskiego hymnu narodowego, jest znana także na Podlasiu – podobnie jak inne utwory XIX-wiecznych romantyków ukraińskich, które trafiły pod wiejskie strzechy, gdzie dodano do nich melodie. Wprawdzie powszechny jeszcze w latach powojennych zwyczaj grupowych śpiewów wiejskiej młodzieży i dorosłych już właściwie zanikł (ich uczestnicy przenieśli się w większości do miejskich „bloków”), ale pieśń, dzięki łatwości odbioru i oddziaływaniu przede wszystkim na uczucia, nadal pozostaje najsilniejszą odtrutką na zaczadzenie polsko-anglojęzyczną „kulturą masową”. Współczesne piosenki ukraińskie, jak chociażby Czerwona ruta, Pisnia pro rusznyczok (Ridna maty moja… – też uczona po polsku w szkole na „muzyce” – Moja matko, ja wiem…), Czeremszyna, nowe aranżacje pieśni ludowych wykonywane przez „Trio Marenyczi” (zwłaszcza Nese Hala wodu), a ostatnio „kultowa” wśród Podlaszan Smereka, nie tylko wzruszają, ale bardziej dociekliwym wskazują skąd są nasze korzenie.

Tak więc ukraińska pieśń na Podlasiu przetrwała, pozostając stałym elementem wszelkich rodzinnych uroczystości. Była ona i jest kultywowana także przez działające tu amatorskie zespoły muzyczne. Na szczególną uwagę zasługują zwłaszcza wiejskie zespoły ludowe, które pielęgnują tradycyjny folklor. Bliższe przyjrzenie się ich repertuarowi przekonuje, że składają się nań głównie pieśni wspólne wszystkim Rusinom* – nie tylko ze względu na ich ukraiński język (z reguły nasycony osobliwościami gwary wsi, z której pochodzą wykonawcy), ale też ze względu na treść i poetyckie symbole. Jest to szczególnie widoczne w pieśniach oddających historyczne i etnograficzne realia, w których poruszają się ich bohaterowie. Pieśni te są swego rodzaju ludowym podręcznikiem historii, przekazywanym od wsi do wsi i z pokolenia na pokolenie. Przykładem mogą służyć chociażby liczne pieśni śpiewane przez „Tynewiczanki” (Tyniewicze Duże, gm. Narew), w których znajdujemy echa tragicznych wydarzeń z doby walk wyzwoleńczych toczonych przez ukraińskich kozaków, np.:

Podaj, diwczyno, chustinu –
Może ja w boju zahinu?
Temnoji noczy nakryjut oczy,
Lehcziej w mohili spoczynu.

Dała diwczyna chustinu –
Kozak u boju zahinuw.
Tam, sered pola, hnet’sia topola,
Toj na kozaćkuj mohili.
Nichto ne czuje, ne baczyt,
De leżyt tieło kozacze.
Tuolki toj woron siew na mohili,
Sidit, tak żałosno hracze.*

– To ż to była nasza korienna kultura, od narodienia, kultura naszych babok-prababok, diduow-pradiduw. To ż my od jich wsie tyje pisnie perejmali – mówi Nina Grygoruk z niedalekiego od Tyniewicz Kuraszewa. – Jak pometaju, wse pro kozakuow spiwali w naszych storonach. Nichto inszych piseń ne spiwaw, wsie byli kozaćki… Wsie pisnie, kotory spiwali starszy lude byli ukrajinśkoju mowoju.

Natomiast Mikołaj Patejuk, nie tylko miłośnik podlaskiej tradycji, ale i ludowy poeta zaprzysięga wierność ukraińskim pieśniom także na przyszłość:

Diwczata spiwajut w seli na wesili
Pisni ukrajinśki – skul wy pryletili?
Pisni ukrajinśki – czy je u was kryła?
Zemla Pudlaśka tak was polubyła.

W stepi narodyliś pisni ukrajinśki
Was spiwaw Szewczenko
i Bohdan Chmelnyćkij.
Syna w szkołu w horod
prowodżała maty
Pisni ukrajinśki – budem was spiwaty!

To właśnie pieśni, zarówno towarzyszące najważniejszym wydarzeniom w życiu człowieka (chrzciny, wesele, pogrzeb), corocznemu cyklowi jego pracy i świętowania, jak też raznyji pisnie, przez stulecia dawały Rusinom z różnych stron możliwość uczestniczenia we wspólnej kulturze – ponad politycznymi i administracyjnymi granicami, które dzieliły ziemie zamieszkane przez ludność etnicznie ukraińską. Całkowitą zatem słuszność ma Elżbieta Ryżyk (Tomczuk), pochodząca ze wsi Knorydy młoda badaczka ukraińskiej kultury ludowej Podlasia i dyrygentka zespołów folklorystycznych „Ranok” i „Rodyna”, że: Zwyczaje i mowa – to najmocniejsze na Podlasiu elementy, które jednoczą naszych ludzi w jeden naród. A powstały one w ciągu całego długiego życia i rozwoju naszego narodu. Podlasie to ziemia bogata w talenty i pieśni ludowe śpiewano tu od wieków…. W ciągu wieków w pieśni te wcielała się mądrość i doświadczenie narodu, jego bogactwo duchowe.

Ogół Podlaszan, bez względu na obecne miejsce zamieszkania, jak też prestiż zajmowanych stanowisk i posiadane tytuły, to potomkowie nie uformowanego narodu politycznego, lecz rolniczej, wiejskiej społeczności. Nasi przodkowie nie mieli problemów z własną tożsamością, gdyż wyznaczała ją wielowiekowa tradycja chłopskiego bytu, z jego wynikającym z pór roku i cerkiewnego kalendarza rytmem pracy i świętowania. Ten świat, opisany w relacjach XIX-wiecznych romantyków i ludoznawców, nie wymagał refleksji na temat codziennie obecnej ludowej kultury, języka czy też historii, której echa dźwięczały w pieśniach i opowieściach snutych w zimowe wieczory.

Ale jak się okazało „sielanka” tradycyjnego świata i jego bezkonfliktowej chłopskiej tożsamości nie mogła trwać w nieskończoność. Wkrótce bowiem nadciągnęły dwie światowe wojny, zmiany granic i ustrojów państwowych, wreszcie zmiana miejsca i sposobu życia. W nowym, przeważnie miejskim życiu szybko zapomina się o odziedziczonej po przodkach wiejskiej tradycji, przyswaja się „państwowy” język i związaną z nim kulturę masową, ale przez to tylko bardziej dokuczliwe, bolesne nawet, staje się pytanie o własne miejsce na danym nam niewielkim odcinku wieczności – pomiędzy przeszłością a przyszłością, pytanie o narodową tożsamość: Chto my je? Jakaja nasza mowa?

Ustalenie przynależności językowej gwar peryferyjnych – kończy M. Sajewicz swoje rozważania nad współczesnym obrazem ukraińsko-białoruskiego pogranicza językowego – nie rozstrzyga jeszcze kwestii tożsamości narodowej ich nosicieli. Język jest wprawdzie podstawowym, lecz nie wyłącznym wyznacznikiem charakteru tej tożsamości. O ile język jest niejako automatycznie przekazywany dzieciom przez rodziców (zdarza się nieraz, że sami rodzice, a tym bardziej dzieci, nie zdają sobie sprawy z charakteru gwary, którą się posługują), to tożsamość narodowa jest niejednokrotnie wynikiem długotrwałych poszukiwań i kształtuje się w sercach i umysłach poszczególnych jednostek, przy czym charakter tej tożsamości nie zawsze jest stały, może on ulegać, zwłaszcza na terenach pogranicznych, zmianom w zależności od stopnia uświadomienia danej osoby, jej wiedzy i doświadczenia życiowego. Specyfiką tego typu terenów jest ponadto brak wykształcenia świadomości narodowej u znacznej części mieszkańców tych ziem. Nie jest wykluczone, że czasy, w których żyjemy, będą wymagać od nich określenia swojej tożsamości narodowej. Drugim podstawowym filarem tożsamości narodowej, obok języka i ściśle z nim związanej ustnej kultury ludowej, głównie pieśni, jest znajomość historii, będącej zarówno perszym slidom buduczoho, jak i zbiorową biografią każdej społeczności. Ale do niedawna o naszej podlaskiej historii za wiele nie pisano, starannie przy tym retuszując wszelkie „niepolskie momenty”. W szkołach nauka prowadzona jest w języku polskim. Oprócz tego uczy się języka angielskiego, rosyjskiego, niemieckiego, francuskiego, a gdzie niegdzie także białoruskiego, któremu przydzielono rolę naszego „języka ojczystego”. „Zapomniano” tylko o jednym – tym rzeczywiście dla nas ojczystym!

Tak więc, wobec całej zachłanności sąsiadów, pozostaliśmy na dziejowej arenie sami – jedynie ze swą ukraińską gwarą i ze swoją ukraińską pieśnią. I właśnie język stał się tą drabiną, po której zaczęliśmy się wspinać na szczyt naszej narodowej tożsamości. Albowiem tym, co określa człowieka jest jego oblicze, życiorys i kultura osobista. Naród określa zaś jego język, historia i kultura narodowa (u narodów przez dłuższy okres pozbawionych państwa i własnej kulturalno-politycznej elity – kultura ludowa). W przypadku pojedynczego człowieka, jak i narodu, te trzy rzeczy są ze sobą nierozerwalnie związane. Osobista kultura wynika z życiorysu – jest następstwem miejsca urodzenia, atmosfery domu rodzinnego, posiadanego wykształcenia, środowiska w którym się dorastało i żyje. Również oblicze jest kształtowane przez życiorys. Uwidacznia się na nim bowiem nie tylko stan fizyczny, lecz też nasza psychika i przeżycia duchowe. Podobnie jest z narodem – kultura i mowa są odbiciem jego losów dziejowych. Słusznie ujęła to Zofia Saczko, 16-letnia wówczas uczennica „polskiego” LO w Bielsku, pochodząca z pobliskiej Wólki (Wuolki), pisząc we wstępie do opublikowanych w „Niwie” pierwszych wierszy w ojczystym języku: Można byłoby tak po prostu powiedzieć: w naszych słowach (słowach, którymi mówią po wsiach) jest całe życie…

Gdy spotykamy człowieka najpierw widzimy jego oblicze. Później poznajemy jego osobistą kulturę, w końcu zaś życiorys. My również jakbyśmy pierwszy raz spotkali samych siebie: najpierw ujrzeliśmy swoje zbiorowe oblicze – mowę, później zaczęliśmy szukać własnej kultury – przypominać pieśni i legendy, w końcu zaś sięgnęliśmy do historii. To nam pozwoliło poznać zarówno swoją miejscową, podlaską przeszłość, jak też odnaleźć swe miejsce na mapie ruskiej, czyli ukraińskiej historii, kultury i duchowości. Możemy więc być tym, kim chcemy – wolnymi ludźmi, świadomymi swoich narodowych korzeni.

Jerzy HAWRYLUK

Atlas gwar wschodniosłowiańskich Białostocczyzny, t. I-VI, Warszawa 1980-1996.

Atłas ukrajinśkoji mowy, t. 2: Wołyń, Naddnistrianszczyna, Zakarpattia i sumiżni zemli, Kyjiw 1988.

Czyżewski F., Łesiów M., Bibliografia prac dotyczących gwar ukraińskich na terenie Polski (w granicach od 1945 r.), [w:] Ze studiów nad gwarami wschodniosłowiańskimi w Polsce, Lublin 1997. Seria: Rozprawy slawistyczne UMCS, t. 12.

Drzazgowski M., O nazwie chachłacka mowa, [w:] Słowiańskie pogranicza językowe. Zbiór studiów, Warszawa 1992.

Kuraszkiewicz W., Ruthenica. Studia z historycznej i współczesnej dialektologii słowiańskiej, Warszawa 1985. Kuraszkiewicz W., Zarys dialektologii wschodniosłowiańskiej, wyd. 2, Warszawa 1963.

Łesiów M., Gwary ukraińskie między Bugiem i Narwią, „Białostocki Przegląd Kresowy”, t. II, 1994.

Łesiw M., Ukrajinśky howirky u Polszczi, Warszawa 1997.

Sajewicz M., „Nasza mowa prosta”, czyli o białorusko-ukraińskiej granicy językowej na Białostocczyźnie, – „Nad Buhom i Narwoju”, 1992, nr 3.

Sajewicz M., O białorusko-ukraińskiej granicy językowej na Białostocczyźnie, [w:] Ze studiów nad gwarami wschodniosłowiańskimi w Polsce, Lublin 1997. Seria: Rozprawy slawistyczne UMCS, t. 12.